nauka gry na mandolinach

nauka gry na mandolinach
http://www.sierpc.com.pl/

czwartek, 30 października 2014

Dzień z życia

Gdyby ktoś kiedyś zastanawiał się jak wygląda dzień z życia Pracownika Mniejszego Ośrodka Kulturalnego to śpieszymy z relacją. Bo nie jest on ani krótki, ani łatwy, ani prosty. 
Bo po odpaleniu komputera rozpoczyna się codzienna nerwowa prasówka - a nuż gdzieś się znajdzie jakiś grant. Dofinansowanie. Dotacja. Cokolwiek. Na zakup materiałów plastycznych, na zaproszenie gości, na wyjazd, na warsztaty. Nie w głowie nam wielkie projekty, wielomilionowe kontrakty i nazwiska w prasie. Już prędzej kredki, płótno. 

Jeśli się coś znajdzie - radość. I pisanie. I liczenie. Jeśli nie - rozpoczynamy proces czasochłonnego "załatwiania". Bo może ktoś ze znajomych znajomych przyjedzie i poprowadzi warsztaty z wzronictwa albo z projektowania czcionek. A może znajdzie się ktoś, kto po godzinach i z dobego serca zrobi zajęcia z improwizacji. Możliwości jest wiele, w końcu liczba znajomych i znajomych znajomych nie mówiąc już o znajomych znajomych znajomych może być nawet nieskończona. Zresztą, każdy z nas cierpi na chorobą duchową zwaną społecznictwem. Dzwonimy zatem i piszemy, niezrażeni, bo może jacyś studenci, może jakaś instytucja pomoże, wesprze. 

Początki bywają trudne, ale po jakimś miesiącu bez najmniejszych trudności (i zahamowań) już po pierwszych pięciu minutach spędzonych ze znajomą/znajomym, nawet jeśli od miesięcy się nie widzieliśmy, Pracownik Mniejszego Ośrodka Kulturalnego jest w stanie wyrzucić z siebie (wyciągając przy tym opasły kalendarz): "Słuchaj, może być chciał coś zrobić u mnie z dzieciakami/młodzieżą/dorosłymi/seniorami?". Bo właśnie realizuje taki a nie inny program aktywizacji, wpadł na pomysł, realizuje misję swojego miejsca pracy. 

Więc Pracownik Mniejszego Ośrodka Kulturalnego szuka i prosi, pisze i dzwoni. Załatwia. Choć teoretycznie mógłby zrobić kursy z gitary, języka angielskiego, takie trochę tańsze od tych komercyjnych (bo w końcu jest misja no i warunki też nie takie jak w prywatnej szkole). Ale nie, przecież ten Mniejszy Ośrodek Kulturalny mógłby być inny, trochę bardziej otwarty, trochę ciekawszy. Może nawet z darmowymi warsztatami. 

A potem, już pod koniec dnia musi napisać plan rozwoju, w którym obligatoryjnym punktem jest "zwiększenie stopnia samofinansowania się ośrodka". A działaniami - płatne kursy, wynajęcia sali, zdobycie sponsorów. 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz